Gaz czy prąd? Dlaczego Polacy nie wiedzą, jak ogrzać dom – i kto na tym zarabia
Dla Polaków wybór między gazem a prądem jest coraz trudniejszy. Państwo jedną ręką obiecuje elektryfikację i tanią energię, drugą utrwala uzależnienie od gazu. W efekcie decyzja, która powinna opierać się na długoterminowych kosztach, coraz częściej przestaje być racjonalnym wyborem, a staje się reakcją na niespójną politykę państwa.
Gdy rząd deklaruje konieczność elektryfikacji i promuje programy takie jak „Mój Prąd” czy „E-Auto”, spółki energetyczne równolegle inwestują w gaz – bo to on dziś przynosi im największe zyski. Na tej polityce jedni tracą, a drudzy konsekwentnie zarabiają.
Sprzeczna narracja rządu
Oficjalnie Polska ma wejść na ścieżkę elektryfikacji ogrzewania, transportu i przemysłu. Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) zakłada wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną o ponad 25 TWh w ciągu pięciu lat, co ma uzasadniać budowę elektrowni jądrowej i rozbudowę sieci.
Jednocześnie jednak system energetyczny i ciepłowniczy przebudowywany jest w oparciu o gaz. Gospodarstwa domowe wciąż zachęca się do podłączania do sieci gazowych.
Model biznesowy Orlenu opiera się na wydobyciu i imporcie gazu więc gazyfikacja produkcji prądu i ciepła jest podstawą jego strategii. Politycy kochają narodowego czempiona za wpływy do budżetu
– mówi Diana Maciąga, ekspertka ds. gazu Polskiej Zielonej Sieci.
Takie działania prowadzą do podkopywania rządowej narracji, bo pozbawiają energetykę jądrową ekonomicznego uzasadnienia. Ale nawet pełne odblokowanie potencjału elektryfikacji nie oznacza automatycznie konieczności budowy atomu – energia elektryczna już dziś, i coraz bardziej, będzie produkowana oraz konsumowana lokalnie
– mówi Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Posibble, absolwent SGH, od 15 lat związany z sektorem pozarządowym.
Coraz więcej firm inwestuje we własne źródła energii, głównie OZE, by obniżyć koszty. To naturalnie zmniejsza zapotrzebowanie na energię z centralnego systemu.
Rząd jednak nie wspiera decentralizacji, ponieważ spółki energetyczne są kontrolowane przez państwo, ich dochody a przez to wpływy do budżetu zależą od rachunków Polaków. Trwa więc impas. Rząd nie ma dziś spójnej polityki transformacji, nie chce zdecydować się na działania realnie obniżające ceny prądu, posiłkuje się więc dotacjami czy mrożeniem cen. Tylko, że wysokie ceny prądu będą spowalniać elektryfikację, która w XXI wieku staje się racją stanu
– wyjaśnia Gogolewski.
Dlaczego prąd w Polsce jest drogi (i komu to pasuje)
Wysokie rachunki za energię elektryczną gospodarstw domowych nie są wyłącznie efektem kosztów jej produkcji. Składają się na nie opłaty: mocowa, przesyłowa, dystrybucyjna oraz podatki, które sprawiają, że rachunki za prąd w Polsce są wysokie w porównaniu z wieloma krajami UE.
– Spółki, którym zależy na rozwoju gazu bronią jego niskiego opodatkowania i lobbują za utrzymaniem wysokich cen energii elektrycznej. Tak długo, jak spółki energetyczne będą czerpać dochody z wysokich, a nie niskich cen prądu, będą inwestować w paliwa kopalne
– podkreśla Gogolewski.
Drogi prąd oznacza wolniejszą elektryfikację, a to z kolei oznacza większą rolę gazu. Dopóki gaz przynosi spółkom większe zyski niż odnawialne źródła energii, wybór „gaz czy prąd” nie jest neutralny – jest z góry ustawiony.
Gaz jako hamulec nowoczesnej energetyki
Polska transformacja energetyczna opiera się dziś na budowie dużych elektrowni gazowych typu CCGT. To rozwiązanie ułatwia centralne sterowanie systemem przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, ale niesie ze sobą poważne konsekwencje.
Bloki gazowe budowane m.in. w Ostrołęce, Grudziądzu, Rybniku, Adamowie czy Krajniku będą podnosić koszty transformacji i ograniczać wykorzystanie OZE. Tego typu bloki wymuszają bowiem pracę elektrowni gazowych nawet w godzinach bardzo wysokiej produkcji energii z wiatru i słońca, co prowadzi do wyłączania OZE i wzrostu kosztów dla odbiorców.
Polski system elektroenergetyczny wchodzi w fazę, w której o jego odporności decyduje nie „moc w podstawie”, lecz zdolność do szybkiego i głębokiego podążania za zmienną generacją z odnawialnych źródeł energii. To, w którą stronę pójdą inwestycje, przesądzi o tempie integracji OZE i o kosztach systemowych transformacji. W celu uniknięcia „pułapki gazowej”, trzeba projektować gaz pod OZE, a nie OZE pod gaz
– komentuje dr inż. Krzysztof Bodzek z Politechniki Śląskiej.
Także elektrociepłownie do niedawna spalające węgiel, projektowane są dziś w oparciu o paliwo gazowe. W latach 2021-2024 Polska wydała 160 mln euro na kogenerację gazową. Również ciepłownictwo coraz częściej przechodzi z węgla na gaz. Tymczasem elektryfikacja ciepła mogłaby stabilizować system, absorbując nadwyżki energii z OZE.
Polska zwalnia, Europa przyśpiesza transformację
Tymczasem w 2025 roku energia wiatrowa i słoneczna po raz pierwszy wytworzyły w UE więcej energii elektrycznej niż wszystkie paliwa kopalne razem wzięte. Raport Ember pokazuje też pierwsze sygnały, że wieczorne szczyty zapotrzebowania – tradycyjnie zaspokajane drogim gazem – coraz częściej pokrywane są przez magazyny energii.
Problemem nie jest dziś brak energii, lecz sieci i magazyny. Europa stopniowo modernizuje infrastrukturę, by włączyć do systemu rozproszone OZE. Operator sieci przesyłowej, Polskie Sieci Energetyczne (PSE) na razie ma inne priorytety niż zagospodarowywanie marnowanej energii z OZE w magazynach – stabilną pracę systemu dzięki gazowi.
Dopóki magazyny energii nie znajdą się na odpowiednim poziomie rozwoju technologicznego, gaz jest konieczny, by zapewnić bezpieczną pracę systemu elektroenergetycznego. Chociaż postęp w obszarze technologicznym i spadek cen w obszarze magazynów są imponujące, to wciąż potrzebne są elektrownie konwencjonalne, zdolne do pracy i zaspokajania potrzeb odbiorców niezależnie od warunków pogodowych, bo koszty instalacji magazynu są nadal wysokie
– tłumaczy Konrad Puchała, wiceprezes PSE.
Diana Maciaga, ekspertka ds gazu Polskiej Zielonej Sieci zwraca uwagę, że: – PSE podkreśla wysokie kaszty instalacji magazynu ale przemilcza to, że to elektrownie gazowe są nieopłacalne i wymagają gigantycznych dopłat. Tylko niektóre z technologii magazynowania nie są zaawansowane. Wielka Brytania zainstalowała 6 GW w magazynach, 4 GW są w budowie. Niemcy mają 2,4 GW magazynów o dużej skali i do 2027 r. planują oddać kolejne 5 GW. Włochy zainstalowały już 6,7 GW.
Brak inwestycji w magazyny oznacza dalszą utratę energii. W 2024 straciliśmy 731 GWh energii z OZE, z czego 597 GWh dotyczyło fotowoltaiki. To ilość prądu jaką w rok zużywa 300 tys gospodarstw domowych. W całym 2025 roku było straciliśmy blisko 1,4 TWh. Brak magazynów to także ryzyko trwałego uzależnienia od importu drogiego paliwa jakim jest gaz w przyszłości – przed czym ostrzega Greenpeace.
Skarga Greenpeace do NIK – pytanie o sens gazu
Greenpeace zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie, kto faktycznie kontroluje skalę inwestycji gazowych w Polsce, ile będą one kosztować i czy PSE nie przekraczają swoich kompetencji, planując przyszłą rolę gazu w miksie energetycznym. Organizacja domaga się także ujawnienia danych, na których opierane są prognozy zapotrzebowania na gaz.
Zdaniem Greenpeace liczba elektrowni gazowych oraz ilość gazu w systemie wymykają się kontroli rządu, a plany spółek są sprzeczne z dokumentami strategicznymi, takimi jak Krajowy Plan Energii i Klimatu.
Spółki chcą przede wszystkim dużo gazu z importu. Nikt w państwie nie kontroluje liczby elektrowni gazowych w rynku mocy i ilości gazu, co grozi uwięzieniem Polski w gazowym skansenie
– mówi Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska.
Co to oznacza dla Polaków
Każda nowa inwestycja gazowa zmniejsza przestrzeń dla tańszej elektryfikacji, opóźnia rozwój tańszej, lokalnej i odnawialnej energii. Zwiększa także ryzyko, że rachunki Polaków będą zależne od importu paliw przez kolejne dekady.
Gdybym była decydentką, poważnie zastanowiłabym się, czy plany budowy nowych elektrowni gazowych nie są przesadzone – i jak uniknąć obciążenia podatników ryzykiem utraty tych aktywów
– podsumowuje Beatrice Petrovich z think tanku Ember.
Dla milionów gospodarstw domowych oznacza to ryzyko zamknięcia w technologii, z której trudno się wycofać, nawet gdy stanie się droga i przestarzała.
Państwo traktuje ogrzewanie jak decyzję konsumencką, a to w rzeczywistości decyzja infrastrukturalna na dekady. Dziś decyzje te podejmowane są pod wpływem chwilowej sytuacji rynkowej, doraźnych dopłat i niespójnych sygnałów państwa
– mówi Diana Maciaga.
Polacy nie chcą wybierać źle. To polityka energetyczna państwa polskiego zachęca ich do złych wyborów.