Orlen zarobił 8 mld zł w czasie kryzysu. Do kogo trafi podatek od nadmiarowych zysków?
W czasie gdy miliony Polek i Polaków płacą coraz więcej za paliwo, żywność i energię, koncerny paliwowe osiągają rekordowe zyski napędzane wojną i kryzysem geopolitycznym. Organizacje społeczne oceniają, że planowany przez rząd podatek od nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego jest koniecznym minimum, ale środki z niego nie powinny służyć dalszemu dopłacaniu do paliw kopalnych.
Grupa Orlen wypracowała w pierwszym kwartale 2026 roku zysk netto w wysokości 8,15 miliarda złotych, o ponad dwa miliardy więcej, niż spodziewali się analitycy. Wynik robi jeszcze większe wrażenie, gdy uświadomić sobie, że konflikt w Iranie wybuchł 28 lutego, więc tylko marzec był w pełni miesiącem kryzysowym.
Początek roku upłynął pod znakiem dużej niestabilności i bezprecedensowej zmienności na światowych rynkach energii. W takim otoczeniu po raz kolejny potwierdziliśmy swoją odporność i skuteczność działania
– skomentował wyniki prezes Ireneusz Fąfara.
Koncern w swoim komunikacie nie odniósł się do planowanego podatku od nadmiarowych zysków. Za to jego zarząd zarekomendował wypłatę rekordowej dywidendy – 9,3 miliarda złotych. Spółka tłumaczy wyniki wzrostem sprzedaży i rekordowym udziałem przychodów z zagranicy.
Trudno jednak nie wskazać wojny na Bliskim Wschodzie jako głównej przyczyny wywindowania wyników kwartalnych spółki. Od jej wybuchu ceny oleju napędowego na polskich stacjach osiągnęły przedział 7,80–8,00 zł za litr, a benzyny Pb95 — 6,50–6,80 zł za litr. Marże rafineryjne rosły przy tym szybciej niż same ceny surowca.
Trzy dni, trzy stanowiska
Polityczna historia podatku jest krótka i wymowna. W ciągu zaledwie trzech dni, między 24 a 26 marca, minister finansów Andrzej Domański publicznie przeszedł od kategorycznego „nie pracujemy nad windfall tax" do sytuacji, w której premier Tusk publicznie ogłosił, że rząd już nad nim pracuje. W kwietniu na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach Domański złożył pierwszą wyraźną deklarację, że projekt zostanie przedstawiony. Ustawa jest już w wykazie prac legislacyjnych rządu.
Tymczasem za kulisami trwa lobbying. Branża paliwowa domaga się węższej bazy podatników i zmiany podstawy opodatkowania z marży sprzedaży na zysk netto. Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego apeluje o wstrzymanie prac nad ustawą.
Łata, nie lekarstwo
Wraz ze wzrostem cen paliw, rosła inflacja, która przyspieszyła z 2,1 proc. w lutym do 3,2 proc. w kwietniu. Odpowiedzią na drożyznę był pakiet CPN, czyli obniżka VAT i akcyzy na paliwa kosztująca budżet 1,5 miliarda złotych miesięcznie. Koszt ponoszą wszyscy podatnicy.
Podatek od nadmiarowych zysków ma to załatać. Podstawą opodatkowania ma być nadwyżka przychodów ponad średnią marżę z 2025 roku powiększoną o 20 proc. Mechanizm obliczony jest na jednorazowe wyrównanie strat budżetowych, nie na zmianę logiki systemu.
Kiedy jest drogo, każdy z nas płaci więcej, podczas gdy sektor paliwowy jest największym wygranym. Podatek od nadmiarowych zysków to korekta tego równania. Pieniądze muszą wrócić do najuboższych i najbardziej dotkniętych wzrostem kosztów życia – jako pomoc dla gospodarstw domowych, których nie stać na ocieplenie, własną fotowoltaikę ani magazyn energii. Sama obniżka cen paliw kosztem wpływów do budżetu nie daje spółkom paliwowym żadnego impulsu do zmiany i ostatecznie utrzymuje status quo
– mówi Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci.
Organizacje społeczne są zgodne: podatek zaprojektowany wyłącznie jako łata na dziurę budżetową to zmarnowana szansa. Środki powinny trafiać do najuboższych i na odnawialne źródła energii, a nie wracać w mechanizm cenowy, który utrwala zależność od ropy i gazu.
Czego w tym podatku nie ma
W podatku nie ma obowiązku inwestowania w transformację. Plany Orlenu, PGE i Enei zakładają w najbliższych latach znaczący wzrost udziału gazu w miksie energetycznym. Organizacje społeczne postulują, by 25 proc. zysków nieobjętych podatkiem musiało trafiać na OZE, magazyny energii i modernizację sieci.
Kryzys paliwowy pokazał, jak kosztowne i niestabilne jest uzależnienie polskiej energetyki od paliw kopalnych. Tym bardziej niepokojące są plany Orlenu, PGE i Enei, które zakładają znaczący wzrost wykorzystania gazu w nadchodzących latach. Zamiast wyprowadzać nas z tej pułapki, planują ją pogłębiać
– komentuje Anna Meres z Greenpeace Polska.
Na chwilę czy na dłużej?
W kwestii trwałości podatku zdania są podzielone. Część środowiska ekonomicznego apeluje o krótki okres obowiązywania daniny, obawiając się, że instrument przekształci się w mechanizm obciążający inwestycje. Organizacje społeczne chcą dokładnie odwrotnie, czyli trwałego mechanizmu, pod warunkiem, że zebrane środki trafią na transformację energetyczną, a nie do budżetu ogólnego.
Europejskie precedensy pokazują, że obie drogi są możliwe. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę unijna opłata solidarnościowa od nadmiarowych zysków sektora energetycznego przyniosła w ciągu roku 28 miliardów euro. Rumunia przekształciła tymczasową daninę w stały podatek sektorowy, Wielka Brytania przedłużyła windfall tax na sektor naftowy i gazowy do 2030 roku. Polska projektuje na razie instrument jednorazowy.
Ten kryzys wybuchł zaledwie cztery lata po poprzednim. Doraźne obniżki VAT to odkładanie problemu w czasie. Potrzebujemy stałego mechanizmu, który przeznaczy część nadzwyczajnych zysków sektora paliwowego na uniezależnienie Polski od importu ropy i gazu
– dodaje Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Odpowiedź na pytanie, kto ma rację, zależy od tego, czy wierzymy, że kolejny kryzys jest kwestią czasu, czy tylko możliwości.