Ceny benzyny to dopiero początek. Zimą przyjdzie rachunek za gaz
Na stacjach paliw w Polsce widać już ceny przekraczające 8 zł za litr. Kierowcy liczą straty, ale skutki wojny na Bliskim Wschodzie nie kończą się na rynku ropy. Konflikt podbija również hurtowe ceny gazu. Na europejskich rynkach są one dziś o ponad 140 proc. wyższe niż rok temu, a w Polsce niemal dwukrotnie wyższe. Rachunek za uzależnienie od importowanych paliw może więc przyjść z opóźnieniem. Na obu rynkach na wysokich cenach korzystają importerzy i dystrybutorzy, podczas gdy koszt ponoszą odbiorcy.
Pierwszy rachunek płacimy przy dystrybutorze
Fundacja Instrat wyliczyła, że wojna w Iranie kosztowała polskich kierowców co najmniej 23 mld zł. Sam koszt rządowego programu CPN („Ceny Paliw Niżej”) wyniósł 5,2 mld zł, a jego wygaszanie zakończyło się 31 sierpnia.
To już drugi taki szok cenowy w ciągu pięciu lat, a Polska wciąż leczy objawy, zamiast usuwać przyczyny. Obniżki podatków dają oddech w krótkim terminie, natomiast nie uodparniają nas na kolejne kryzysy
– komentuje Fryderyk Karp z Instratu.
Jak dodaje, ceny paliw zależą od wydarzeń rozgrywających się tysiące kilometrów stąd, na które nie mamy wpływu.
Ta sama wojna wystawia również drugi rachunek – za gaz
W pierwszych miesiącach po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę ceny gazu na Towarowej Giełdzie Energii (TGE) sięgały nawet 1000 zł/MWh. Od pięciu lat utrzymują się na poziomie powyżej 100 zł/MWh. Kilka miesięcy od wybuchu konfliktu w Iranie, błękitne paliwo na TGE kosztuje już 300-350 zł/MWh.
Ten wzrost nie jest jeszcze w pełni widoczny w rachunkach gospodarstw domowych. Obowiązująca taryfa dla gospodarstw domowych wynosi 197 zł netto za MWh, czyli przed doliczeniem VAT i akcyzy. Różnica między ceną taryfową a kosztami zakupu gazu jest w części pokrywana przez sprzedawców i mechanizmy osłonowe. Jeśli wysokie ceny hurtowe utrzymają się, presja na przyszłe taryfy będzie jednak rosła.
Choć rachunki za prąd i gaz dla ludzi są obecnie chronione przez taryfy, wysokie ceny hurtowe będą bazą dla kalkulacji na kolejny rok. Nawet jeśli rząd z powodu roku wyborczego zamrozi taryfy, nie uchroni nas to przed inflacją. Ważniejsze jest bowiem to, że przemysł i biznes kupują prąd i gaz po cenach rynkowych – przerzucą więc koszty na ceny swoich towarów i usług, co Polacy zobaczą w sklepach właśnie jako wyższą inflację.
Gaz winduje też ceny prądu
Problemem jest też wpływ cen gazu na ceny prądu. Na rynku energii ostatnia, najdroższa elektrownia potrzebna do pokrycia popytu wyznacza cenę dla wszystkich. Gdy wiatr i słońce nie wystarczają, sięgamy po węgiel, a coraz częściej po drożejący gaz.
Do 2030 r. moce gazowe mają wzrosnąć niemal pięciokrotnie względem 2024 r. Zwolennicy tego rozwiązania argumentują, że elastyczne elektrownie gazowe są potrzebne do bilansowania rosnącej mocy OZE. Krytycy wskazują jednak, że budowana flota nie jest wystarczająco elastyczna, a jej skala – licząc projekty w budowie i planach, nawet 15 GW wobec obecnych 3 GW – przeszacowana.
Polska energetyka zostanie zagazowana na dekady. Bloki gazowe będą się nawzajem kanibalizowały. Ucierpią też źródła odnawialne. Uzależniamy się od dostawców gazu i od zagranicznych dostawców bloków gazowych. To wszystko przekłada się na ceny energii. W efekcie mamy najdroższy gaz, najdroższą energię elektryczną i ciepło
– mówił w marcu dla „Polityki" Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energetyki Odnawialnej.
Główny problem sprowadza się do jednej liczby: Polska importuje ponad 80 proc. zużywanego gazu. Nowe bloki to więc nowe przywiązanie do paliwa, którego cenę dyktują wojny w odległych regionach – a finansują je po części wszyscy odbiorcy prądu przez rynek mocy, czyli dopłaty dla elektrowni niezależne od tego, jak drogi jest gaz.
Co naprawdę obniża rachunek
Rozwiązanie, które obniża rachunki i na które wskazują eksperci, jest niewygodnie proste: mniej paliw z importu, więcej własnej energii.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna pokazała w nowym raporcie „Elektryfikacja”, że pokrycie 35 proc. globalnego końcowego zapotrzebowania na energię elektrycznością do 2035 r. jest możliwe przy użyciu istniejących technologii. Obniżyłoby to globalne wydatki na import energii o ponad 400 mld dolarów, a rachunki gospodarstw domowych o 15 proc. Już dziś pojazdy elektryczne oszczędzają 2,3 mln baryłek ropy dziennie.
O zasadności elektryfikacji przekonujemy się w tym roku, gdy ceny paliw wzrosły w wyniku wojny, a budżet państwa nie jest w stanie znaleźć dodatkowych miliardów, by na kolejne miesiące osłonić kierowców przez wzrostem wydatków. Energię elektryczną produkujemy w większości z własnych zasobów - wiatru, słońca, jeszcze przez pewien czas również węgla. Importujemy natomiast ponad 80% zużywanego gazu i niemal 100% ropy naftowej. Elektryfikacja transportu, ogrzewania i części procesów przemysłowych poprawia więc nasze bezpieczeństwo energetyczne
mówi Michał Smoleń z Regulatory Assistance Project.
Jak dodaje, potrzebna jest do tego polityka: wsparcie dla wymiany źródeł ciepła, wzmocnienie sieci i taka polityka cen, by prąd był tańszy względem paliw kopalnych.
Prof. Jan Rosenow z Uniwersytetu Oksfordzkiego przypomina, że technologie są gotowe i rachunek ekonomiczny przekonujący, ale postęp wciąż niewystarczający:
Nadal znajdujemy się w samym środku kryzysu energetycznego, charakteryzującego się paraliżującymi cenami ropy i gazu, a rządy muszą teraz podjąć działania we wszystkich sektorach – od budownictwa i transportu po przemysł.
– mówi Rosenow.
Drugim filarem, na który wskazują eksperci jest ograniczanie popytu. Zapotrzebowanie na gaz w UE spadło w latach 2021–2025 o 17,7 proc., co dało Europie bufor na wypadek niedoborów. Według Instytutu Ekonomiki Energetyki i Analiz Finansowych (IEEFA) redukcja popytu pozostaje największą dźwignią, na którą Europa ma wpływ, bo trwale zmniejsza ryzyko, zamiast przenosić je na innego dostawcę.
Brak planu
Francja w kwietniu, a Holandia niedawno opublikowały mapy drogowe odchodzenia od paliw kopalnych, do czego zobowiązano się na COP30 i konferencji w Kolumbii. Holenderski dokument jest ostrożny, mówi o "minimalizacji" zużycia do 2050 r. ale istnieje, i można się z nim spierać.
Polska takiego dokumentu nie ma. Mamy tarcze i obniżki, które łagodzą kolejne szoki, ale żadnej odpowiedzi na pytanie, jak przestać być na nie narażonym. Rachunek za benzynę już przyszedł. Ten za gaz przyjdzie zimą. Zapłacą go ci sami, którzy zapłacili poprzedni.
Źródła:
- „Rachunek za uzależnienie. Jak go zmniejszyć” Fundacja Instrat
- „Europa stawia na łagodną zimę, podczas gdy powinna ograniczać zapotrzebowanie na gaz”, Instytut Ekonomiki Energetyki i Analiz Finansowych (IEEFA)
- „Holenderska mapa drogowa odejścia od paliw kopalnych stanowi kluczowy sygnał międzynarodowy przed COP31”, Oil Change International
- „Elektryfikacja”, raport Międzynarodowej Agencji Energii